
Lubię dostawać prezenty – jak każdy. Szczególnie kiedy są to prezenty „bez okazji”, darowane od serca i wykonane z sercem.
Obrus zrobiła moja mama, która rok temu nauczyła się szydełkować. Jest piękny, olbrzymi, poświęciła na jego zrobienie chyba z pół roku. Złapała bakcyla i szydełkuje na okrągło.
Mariannę dostałam razem z szydełkowymi kapciami i kwiecistą torbą od Pani Krysi, bardzo twórczej, utalentowanej i ciepłej osoby, a prywatnie teściowej mojej przyjaciółki Gabrysi.
Lala jest pięknie uszyta, z dbałością o detale i ma na dodatek praktyczne zastosowanie. W jej przepastnej spódnicy można zmieścić sporą ilość woreczków foliowych, które zwykle poniewierają się w nieładzie w szufladach.
Przy tej okazji chciałabym Was zachęcić do próbowania swoich sił w rękodziele. Jeśli ktoś mówi, że nie potrafi, nie ma cierpliwości i czasu, albo że jest za stary na naukę, to nie jest to prawdą. Każdy posiada jakąś zdolność – bez względu na wiek, tylko musi ją odkryć. Musi się dowiedzieć co sprawia mu przyjemność, a dowie się tego, kiedy będzie poszukiwał i dociekał, obserwował i próbował. Znaczy – rozwijał się. Pasja uskrzydla, dodaje pewności siebie, relaksuje i odpręża.
Pamiętajmy też, że rękodzieło to nie przedmioty idealne, które przechodzą przez kontrolę jakości i są równe i gładkie. Właśnie przez swoją niedoskonałość są niepowtarzalne i mają swój urok. A ponadto posiadają duszę…
Nie bójmy się więc próbować i poszukiwać, otaczajmy się przedmiotami wyjątkowymi, wykonanymi przez wyjątkowe osoby, a doświadczymy w naszym życiu harmonii i spokoju.
